

Sahara się zmienia, bywa miejscami zielona, znajdują się na niej i słonawe jeziora, i oazy ze strzelistymi palmami daktylowymi. Namib zaś trwa w piasku i kamieniach nieprzerwanie od kilkudziesięciu milionów lat. Ilu dokładnie? – nie wiadomo. Uczeni się spierają: jedni mówią, że od osiemdziesięciu, inni, że od czterdziestu.
Ale i na tej najstarszej pustyni świata, której piasek bywa żółty, pomarańczowy, ceglasty i czerwonawy (dzięki pyłkom ilastym i związkom żelaza), wykształciły się formy życia niespotykane nigdzie indziej. To choćby osławiona jadowita biała dama, czyli tańczący na wydmach pająk z gatunku Carparachneaureoflava, czy absolutnie zjawiskowy gekon o ogromnych oczach – Pachydactylusrangei, czy wreszcie czarnooki mały ssak o niebotycznie długich i cienkich tylnych nogach, Gerbilluruspaeba, ssak, który nigdy nie pije wody.

***
Ola, charakterna dziewczyna o delikatnie zaciętych ustach, bystrym wejrzeniu i włosach blond opadających na ramiona, samotnie wchodzi na legendarną diunę „Big Daddy”. Podobno widok z góry jest niepowtarzalny. Ale ja zostaję w Martwej Dolinie, na samym dnie ciszy, gdzie ikoniczne akacje, obumarłe przed setkami lat, trwają w wysuszonym korycie niegdysiejszej rzeki. Czarne i rozłożyste, wbite w białą spękaną glebę na przekór procesom rozkładu, czekają pewnie aż ktoś wreszcie napisze im do snu „Pośmiertne życie drzew”.
***
Nie dalej jak wczoraj odwiedziliśmy wioskę zamieszkałą przez rdzenne, na wpół koczownicze plemię Himba. Mężczyzn niemal nie było: li tylko mówiący po angielsku przewodnik oraz wódz i szaman w jednej osobie, który nie wyszedł z lepianki, przed którą tlił się święty ogień. Wódz posiada zaledwie trzy żony, co oznacza, że wiedzie dość skromne życie. A kobiety Himba znane są z tego, że nie używają do mycia wody, lecz okadzają swe ciała dymem. Skórę zaś i włosy nacierają czerwoną mazią z ochry, masła i popiołu. Na naszą wizytę nie były jednak w pełni przygotowane – niektóre z nich zakładały dopiero ozdoby, metalowe korale i skórzane obręcze. Niemniej to one w wiosce powinny być najważniejsze – Himba oddają przecież cześć matce ziemi i bóstwom, spośród których większość jest płci żeńskiej.

***
Ola jest jedną z moich żon. Tak przynajmniej mówię na targu, gdzie bransoletki, naszyjniki, figurki, maski i rozmaite ozdoby w nieprzebranej liczbie znaczą stoły, stragany i dywaniki. Osaczają nas Afrykańczycy z kilku plemion, prawdziwa feeria gestów, koloryt twarzy czarnego Południa. Wyciągają ręce, czuć od nich mocny, niestrawiony alkohol, dość namolnie zapraszają do siebie. Czy inteligentna prawniczka o urodzie wywiedzionej z europejskiej północy może czuć się w tym miejscu komfortowo? Niekoniecznie. Deklaracją o żonach zapewniam jej minimalną strefę komfortu, a sobie szacunek miejscowych.
***
W samochodzie siadła klimatyzacja, przez namibijskie bezdroża i piaski pędzimy teraz przy otwartych oknach. Na ile mogę, chronię przed wszędobylskim pyłem sprzęt fotograficzny. W końcu docieramy na wybrzeże oceanu i pierwsze, co nas uderza, to smród odchodów, niestrawionych ryb oraz wydalonych łożysk i błon płodowych. Zakrywamy twarze pareo, bandankami, maseczkami. Naszym oczom ukazuje się zaś wielotysięczna kolonia kotików karłowatych (Arctocephaluspusillus), ssaków morskich z rodziny uchatkowatych, spędzających większą część życia w morskiej toni. Kolonia, w której życie i śmierć w jednym występują zagęszczeniu, bo gwar i radość życia symbolizowane przez gonitwy młodych kontrapunktowane są tu widokiem stratowanych i rozkładających się ciał. Niestety, na uchatki wciąż się w Afryce poluje, bo skóry, mięso i tran. A wszyscy impotenci świata jednoczą się w celu pozyskania rzekomego afrodyzjaku, jakim mają być genitalia samców.
***
Tymczasem charakterna dziewczyna wciąż mozolnie wspina się na wierzchołek trzystupięćdziesięciometrowej wydmy. Ukradkiem zerkam na jej zgrabne plecy. Jest gorąco. Powietrze drga. Może to fatamorgana? Sam już nie wiem.
Ale wiem, że dookoła mnie i we mnie zalega pomarańczowy pustynny piasek, który będę wypłukiwał z oczu, nosa i uszu jeszcze kilka dni po przyjeździe do domu. A kilka ziaren zostanie w skórze i w płucach, i na zawsze zasili mój krwiobieg.

***
I że nie przestanę o niej myśleć.
Namib, moja tęsknota.




