poniedziałek, 14 września 2026

Duchy Namibii


To nie był dialog platoński, ale lokalnego wina podczas upojnej rozmowy, spijanego w na wpół leżących pozach, nie brakowało. To nie był nawet spór Settembriniego z Naphtą, starcie racjonalisty z humanistą czy drobiazgowego intelektualisty z człowiekiem duchowym, jak w „Czarodziejskiej górze” Tomasza Manna, ale prawie.

Oto Henryk powołał się na słowa Me Gusto, który podczas pospiesznej jazdy drogą szutrową oświadczył, że musimy rychło dotrzeć do osady, bo po ciemku nie można jeździć.

Henryk skonstatował, że Europejczyk nigdy w pełni nie zrozumie Afrykańczyków i Afryki.

- Ale że co? Że się boją? Że nie jeżdżą i nie wychodzą w nocy z loggii i zagród, bo z zaułków wychyną duchy, pustynne zjawy lub mary z buszu? – zareagował ironicznie Jarosław.

W tym miejscu dodam, że obaj rozmówcy byli lekarzami z długoletnią praktyką, uznanymi specjalistami w swoich dziedzinach. Heniek był pediatrą, Jarek ginekologiem.

- Coś w tym jest – ciągnął Henryk. – Kilkakrotnie byłem świadkiem zjawisk, których nie można prosto i logicznie wytłumaczyć. Nie przekreślałbym obecności istot duchowych w tutejszym życiu. To nie jest rzeczywistość równoległa, tu przeszłość wnika w teraźniejszość w namacalny sposób.

- Czego Ty nie powiesz! Wszystko da się logicznie wyjaśnić – ripostował Jarosław. – Duchów nie ma!

I prawił dalej, że każdy skutek ma swoją przyczynę. Że w Afryce piaszczystych dróg w nocy przecież nie widać, a zwierzęta wychodzą wtedy na na żer – taka jest przecież nieubłagana, choć ukrywana, logika strachu.

- A maski? – ciągnął Henryk. – Widziałem różne sytuacje. Trzeba na targu pytać lokalsów, kto i na jaką okazję konkretną maskę wykonał, a nie kierować się samym upodobaniem estetycznym. Niektóre afrykańskie maski to potężne artefakty o głębokim znaczeniu religijnym i społecznym. Dla miejscowych stanowią medium – są narzędziem komunikacji ze światem duchów. I teraz: jak jakaś nieznana nam maska, pod wpływem impulsu czy kaprysu zostanie kupiona na straganie i nieopatrznie zawieszona w domu, to może sprowadzić na kogoś nieszczęście.

Cóż, było duszno, było gorąco. W knajpie migotało światło, w tle sączyła się namibijska muzyka. Przez okna wchodziły wije i skorpiony. Aż dwie godziny trwał pojedynek Heńka z Jarkiem na miny, gesty i słowa. Potem wspólnie, zabierając resztę towarzystwa i porywając miejscową obsługę restauracji, udali się na tańce łamańce. Ja z nimi wprawdzie ani miodu, ani wina nie piłem, a z tańców-łamańców po angielsku się uchyliłem, alem com przeżył i widział, wychodząc samotnie w noc ciemną, zapamiętałem.

Zachód słońca w Namibii

 

Zobacz wyjazdy omawiane na blogu:



Zobacz galerię:

Autor:

Paweł Czapczyk
Pracował w redakcjach kilku czasopism, radiu i firmie telewizyjnej, gdzie pisał scenariusze do filmów dokumentalnych, a także w Zachęcie – Narodowej Galerii Sztuki (jako wicedyrektor do spraw merytorycznych), ale jego życie zmieniło się na lepsze dopiero wtedy, kiedy kupił swój pierwszy teleobiektyw. I chociaż skończył studia humanistyczne i zrobił nawet doktorat z literaturoznawstwa, pierwszą książką, jaką napisał, były Zwierzęta chronione w Polsce. Uwielbia czarny humor i myśli nieoczywiste, a także wszystkie pory roku i rozmaite szerokości geograficzne. Jego wielką pasją (i profesją!) jest fotografowanie dzikiej przyrody i prowadzenie wypraw fotograficzno-przyrodniczych. Paweł Czapczyk ma na swoim koncie szereg książek i publikacji (o roślinach i zwierzętach, parkach narodowych oraz o pisarzach i poetach). Chętnie dzieli się swoją przyrodniczą wiedzą jako wykładowca i prelegent. Jest autorem indywidualnych wystaw fotograficznych - m.in. w Płocku, Toruniu, Białymstoku, Szczecinku, Gliwicach i Nałęczowie. Bywa również ambasadorem i jurorem w konkursach fotograficznych. Od 2013 roku - jako redaktor naczelny - prowadzi także dwumiesięcznik "Magazyn Akwarium", a w Radiu Poznań - autorską audycję "Ginący świat". 

Zobacz profil

Inne wpisy na blogu