O wyprawie
- Zwalające z nóg krajobrazy
- Dziesiątki koni na stepach, niczym w czasach Czyngis Chana
- „Badlands” w zaskakujących kolorach
- Wygodne noclegi w prawdziwych jurtach
- Issyk-kul – drugie największe wysokogórskie jezioro świata
- Ośnieżone szczyty Tienszanu na wyciągnięcie ręki
Góry Niebiańskie bez trekkingu
Tienszan (zwany Górami Niebiańskimi) to jeden z najpiękniejszych łańcuchów górskich na świecie. Pejzaże są tu niezwykle urozmaicone, od porośniętych strzelistymi świerkami dolin, przez wysokogórskie stepy ze szmaragdowymi jeziorami, po pokryte wiecznymi śniegami skalne kolosy. To tu znajdują się najbardziej na północ wysunięte siedmiotysięczniki świata: Szczyt Zwycięstwa (7439 m n.p.m.), uważany za trudniejszy do zdobycia od Everestu, oraz idealna piramida Chan Tengri (7010 m n.p.m.).
Ten opis może stwarzać wrażenie niedostępności, jednak nasza eksploracja Tienszanu będzie miała charakter fotograficzny. Wszędzie dowiozą nas samochody terenowe, a nam pozostanie rozstawienie sprzętu w najpiękniejszych miejscach.
Kolorowe kaniony
Kirgistan to również „badlands”, czyli suche jak pieprz tereny z silnie zerodowanymi skałami, wśród których tworzą się malownicze kaniony o ciepłych barwach. Kilka z nich odwiedzimy, a po wyjściu z jednego zasadzimy się na zachód słońca z widokiem na jezioro Issyk-kul i różowiejące w gasnącym świetle dnia śnieżne kolosy. Jeden z plenerów zorganizujemy też przy słynnych czerwonych skałach Seven Bulls, gdzie na punkcie widokowym można.. wypić dobrą kawę.
Jurty pod rozgwieżdżonym niebem
Część noclegów spędzimy w jurtach, niczym miejscowi nomadzi. Ich standard jest dobry lub bardzo dobry: dwuosobowe, z pościelonymi łóżkami i meblami oraz ogrzewaniem tam gdzie to konieczne (czyli na większych wysokościach). Niektóre obozy położone są z dala od cywilizacji, co przy dobrej pogodzie daje sposobność spróbowania swoich sił w nocnej fotografii. Niebo wysoko w górach, bez zanieczyszczenia świetlnego, wygląda tak, jak widzieli je nasi przodkowie…
Kirgiz wciąż na koniu
Ryszard Kapuściński już ponad pół wieku temu pisał, że „Kirgiz schodzi z konia”. Na szczęście nowoczesność nie wdarła się w górskie doliny, a ich mieszkańcy prowadzą życie zbliżone do tego sprzed lat. Miejscowi mówią, że tutejsi pasterze, w odróżnieniu od tych wędrujących po płaskich stepach, przemieszczają się w pionie. Latem wędrują w górę, na wyżej położone trawiaste pastwiska, a przed zimą wracają niżej w doliny, oddając pola śnieżnym huraganom. My przyjedziemy tu latem, dzięki czemu będziemy mogli fotografować stada koni (i innych zwierząt) malowniczo pasących się na tle gór. Całkiem możliwe, że trafimy też na wielbłądy i jaki.





















































