niedziela, 25 stycznia 2026

Relacja z podróży do Maroka


Poniższa relacja zdobyła III miejsce w I Konkursie na najlepszą relację z podróży z Klubem Podróży Horyzonty w 2025 r. Autorem relacji jest Pan Maciej Olszański, godło "Priscus".

Dlaczego Maroko?

Ten kraj to wyjątkowa kultura Maghrebu i wspaniałe tereny turystyczne. Wybrałem wyprawę trekkingową w góry Atlas z wejściem na najwyższy szczyt Afryki północnej Jebel Toubkal. Właśnie bogatszym profilem wyróżniał się nasz program, od tych z samym wejściem na szczyt. Marrakesz przywitał nas mimo nocnej pory upalną duchotą, na szczęście przygotowane busy zawiozły nas szybko do riadu, hotelu domowego. Arabski ruch na opak i nasi kierowcy jadący spokojnie, przestrzegający przepisów. Sam riad znajdował się w medynie, starej części Marrakeszu, a wielowiekowe mury dawały chłodne wytchnienie. 

Zdjęcie z podróży do Maroko. Fot. M. Olszański

Relacja z wyprawy do Maroka

Rankiem jedziemy do Oukaïmeden i zaskoczenie... Wyciągami narciarskimi! Od stycznia do marca leży tam śnieg i można uprawiać białe szaleństwo. Zimą na narty do Austrii, Szwajcarii? A może do Maroka? Ruszamy z naszymi przewodnikami Kalimem i Maulayem, zanurzając się w kamienisty górski krajobraz, mozolnie wspinając się. Towarzyszy nam karawana mułów przewożąca rzeczy wyprawy.

Oswajamy się z surowym pięknem krajobrazu i widokami z przełęczy Tizi n'Addi (2990 m n.p.m.).

Pod wieczór docieramy do skromnej bazy w Foussarou, za to ze wspaniałym widokiem.

Posiłki jemy w specjalnym namiocie. W środku na kolorowych matach, rozstawiane są potrawy. Kuchnia marokańska, kuskus, ryż, warzywa, owoce, wszystko znakomicie dla smaku doprawione, a do tego ryby. Na deser ciastka, kawa i luiza, czyli herbata miętowa lub anyżowa.

A najlepszą siecią społecznościową jest wspólny stół z przyjaciółmi, nieprawdaż?

Następny dzień znów pod górkę, poranne słońce rozjaśnia dzień, ukazując dzikie piękno Atlasu. Dzisiaj osiągamy przełęcz Tizi n'Likemt na wysokości 3500 m n.p.m. Na zejściu widzimy kamienne zabudowania pasterskie. Należą do berberyjskich nomadów przepędzających swoje stada owiec. Wczesnym popołudniem zatrzymujemy się w Azib Likemt nad potokiem. Standardowo rozbijane są namioty, obiadokolacja, potem kąpiel w lodowatym strumieniu, czyli to co najbardziej lubią tygrysy... Noo prawie. Rankiem odświeżeni raźno ruszamy do przodu. Nie spotykamy grup turystycznych, jedynie stado owiec ze swoim pasterzem, sam je prowadzi. Malownicza kręta dolina wiedzie nas do Azib n'Ourai. Całe jej dno jest zielone kolczastą, twardą roślinnością. Wieczorem poznajemy berberyjską kulturę, informacji udziela Mauley. W Maroku obowiązuje oficjalnie język arabski, berberyjski jest dialektem z własnym alfabetem.

Tej nocy kąśliwy zimny wiatr i deszcz w kanionie przypominały nam o zbliżaniu się do serca Atlasu.

Nowy dzień i nowe wrażenia. Po wspięciu się na kolejny grzbiet podziwiamy panoramę Atlasu z Jebel Toubkal.

Relacja z wyprawy do Maroko - fot. M. Olszański

Niedługo potem przechodzimy przez wioskę Tislday. Zbudowane z wylewanego betonu lub pustaków domy odbudowywane są po trzęsieniu ziemi. Wieś umiejscowiona na zboczu, wznosi się kaskadowo. Wzbudzamy zainteresowanie dzieci, które towarzyszą podczas przejścia. Chwilami wręcz przerażeniem obserwujemy jak skaczą z kamienia na kamień, mając przed sobą kilkumetrowe uskoki...! Z czego ci ludzie tam żyją? Z upraw! Wydaje się nieprawdopodobnym, kiedy nagle wyłaniają się tarasowe ogrody w soczystej zieleni, są nawet orzechy!

Dzisiaj posiłek jemy u rodziny Kalima. Siadamy w cieniu na tarasie wyłożonym matami. Typowe marokańskie jedzenie. Mamy tu figi, daktyle, orzechy, dżem, amlou mix z orzechów, masło, miód i płaski chleb tafarnout wyjątkowe zjawisko kulinarne, wypiekany przez gospodarzy, prawdziwy berberyjski rarytas z gór Atlas. Pieczony w kamiennych piecach tannun przeznaczony do spożywania rodzinnie i dla gości, rzadko można zjeść coś tak dobrego i naturalnego.

Szlak systematycznie wznosi się, staje się kamienisty i wymagający. W końcu docieramy do naszego obozu w Taghbaloute ok 2500 m n.p.m, na ostatnią chwilę. Zrywa się wiatr i zaczyna mocno padać deszcz i grad. Maroko i grad... Hmmm...

Dostojeństwo miejsca jest uderzające, zapada w serce i pamięć. Niestety tego wieczoru nie ma dobrych wieści, ze względu na pogodę nie możemy jutro wejść na Jebel Toubkal, pójdziemy w zastępstwie na Taghart. Ruszamy wcześnie rano o zmroku, w końcu dochodzimy do płaskiego szczytu na wysokości ok 3700 m.

Potem zaś zejście żlebem w dół. Po drodze jednak coś dla podniebienia. Nazwaliśmy to miejsce piknikiem pod wisząca skałą, ze względu na jej kształt. Tego wieczoru dotarliśmy też do hostelu, prysznice, łóżka i pościele po namiotach i śpiworach to prawie luksus. Następnego dnia rankiem czas pożegnania z mulnikami. Później ruszamy spacerem do Imlil, głównego miejsca wypadowego w Atlasie, a dalej nasz kucharz Ibrahim zaprasza nas do swojego domu. Tym razem gotuje małżonka, a my mamy ocenić kto lepiej. Jest też okazja zobaczyć zamożny marokański dom od wewnątrz. Po obiedzie podziękowania dla Ibrahima za wyśmienite posiłki przygotowywane w trudnych warunkach. Wracamy w końcu do Marakeszu, naszego hotelu. Szybki prysznic, przewlec się w coś miejskiego i idziemy... Zażyć rozkoszy wschodu! A imię ich – hammam. To marokański uświęcony wielowiekowa tradycją odpowiednik naszego spa. Nacieranie mocnym zasadowym mydłem, zdzieranie szorstką myjką naskórka zmywanie zimną wodą w gorącej i wilgotnej łaźni. Na końcu masaż w pomieszczeniu o czarnych ścianach i szarym suficie z małym dopływem światła, spowite gęstym półmrokiem. Delikatnie sącząca się muzyka arabska, masażystki ubrane na czarno, widać tylko błyszczące oczy. Wrażenia z innej planety. Wieczorem wyjście na suk, barwny marokański targ znajdujący się w medynie. Na końcu wspólna pożegnalna kolacja z panoramą suku. Kolejny dzień to już powrót do domu, żegnamy się z naszymi przewodnikami i Marokiem na lotnisku.

Cóż, zanurzyliśmy się w Atlasie i kulturze marokańskiej, to był dobrze spędzony czas.

Autor relacji i zdjęć: Maciej Olszański, godło "Priscus"



Zobacz galerię:

Inne wpisy na blogu