piątek, 26 grudnia 2025

Jedno oko na Maroko, czyli na dwóch kółkach po afrykańskich bezdrożach


Gdy w Polsce dominuje jesienna depresyjna aura, a chłód za oknem odbiera chęci na rowerowe przejażdżki po okolicy, to warto przenieść się do krainy, gdzie słoneczna pogoda panuje przez większą część roku. Opowiemy, co nas spotkało na trasie od magicznych gór Atlasu po złociste piaski Sahary w czasie naszej marokańskiej przygody rowerowej.

Początek marokańskiej przygody

Maroko to kraj kontrastów. Z jednej strony cicha i spokojna prowincja z wioskami rozłożonymi u podnóża gór Atlasu, gdzie toczy się niespieszne życie swoim od wieków ustalonym rytmem. Z drugiej zaś strony głośny i szalony Marrakesz, w którym wylądowaliśmy w niedzielne popołudnie. Na placu Dżemma El Fna, gdzie udaliśmy się po zakwaterowaniu w hotelu, bije prawdziwe tętno miasta. Szczególnie po zmroku akrobaci, zaklinacze węży i inni uliczni artyści wciągają turystów we wszelkiego rodzaju rozrywki, by wyciągnąć od nich choć trochę grosza. Nie ma tu też problemów ze skosztowaniem lokalnej kuchni z rozlicznych budek i straganów: szaszłyki, tadżiny czy soki wytłaczane na miejscu z egzotycznych owoców to tylko niektóre dobra, które oferuje wieczorem zatłoczona Dżemaa El Fna. Po szalonym wieczorze na marrakeskim placu najwyższy czas odpocząć nieco od hałasu w hotelowym zaciszu przed czekającą nas nazajutrz pierwszą trasą rowerową po Maroku. 

Przez Atlas Wysoki do Ait Ben Haddu na rowerze

Kolejnego dnia po śniadaniu ruszamy terenowymi autami przez Atlas Wysoki do miejsca, z którego rozpoczniemy rowerowanie po Maroku. Po lunchu wsiadamy na nasze wypożyczane rowery i ruszamy w pierwszą trasę. Po drodze (głównie asfaltowej, co będzie na naszej wyprawie wyjątkiem) mijamy liczne berberyjskie wioski z czerwonej cegły oraz kazby i ksary, czyli ufortyfikowane grody. Najbardziej rozpoznawalnym w Maroku ksarem jest słynne Ait Ben Haddu, które swoją monumentalnością zrobiło furorę w świecie filmu. To właśnie tutaj kręcono takie filmy jak "Gladiator", "Aleksander", a także sceny do serialu "Gra o Tron". I to właśnie w tej miejscowości zakończymy swój pierwszy rowerowy dzień w Maroku. Kolejnego dnia nadal poruszamy się w świecie filmu. Nasza poranna trasa, tym razem niemal w całości poprowadzona offroadami, zaprowadzi nas do studia filmowego Atlas w Warzazat, które co roku przyciąga wiele hollywoodzkich produkcji. Po popołudniowym transferze dżipami dotrzemy w bajeczne miejsce lunchu z widokiem na góry Atlas. W takich okolicznościach przyrody wszystko smakuje wyjątkowo! Po posiłku przychodzi nam się mierzyć z niełatwą trasą usytuowaną w górach Atlas. Po kamienistej drodze mijamy kolejne fortyfikacje z "Drogi Tysiąca Kazb", by na wysokości 1950 m n.p.m. osiągnąć najwyższy punkt trasy. Z przełęczy czekają nas już głównie zjazdy, które ze względu na trudności techniczne wymagają wyjątkowego skupienia. Dopiero po zapadnięciu zmroku docieramy na nasze miejsce noclegowe do riadu (czyli lokalnego pensjonatu) w miejscowości Boutharar

Ait Ben Haddu

Fot: Kamil Wereszczyński

Wąwóz Dades i w stronę pustyni

Następnego dnia naszej wyprawy rowerowej po Maroku ruszamy w okolice doliny Dades. Niestety, pogoda uległa pogorszeniu i zamiast spektakularnego marokańskiego słońca, które robi furorę w świecie filmu, wiszą nad nami stalowoszare chmury. Pokonujemy kolejne trudne szutrowe odcinki w marokańskim interiorze, ale przyjemnym kontrapunktem wyprawy okazuje się herbatka u berberyjskich nomadów, którzy od wieków prowadzą koczowniczy tryb życia. Po krótkiej trasie rowerowej czeka nas kolejny przejazd samochodami terenowymi. Tym razem zmieniamy otoczenie i czerwonawe góry Atlasu zamieniamy na ciemne szczyty Antyatlasu. Po kolejnym klimatycznym lunchu w formie pikniku czeka nas niełatwa, acz widokowa trasa po okolicznych wzgórzach. Pokonywanie kolejnych kilometrów nie ułatwia też pogoda, która jak to w górach okazuje się kapryśna. Po kilku mniejszych podjazdach i karkołomnych kamienistych zjazdach docieramy na łatwiejsze tereny pod miejscowością Alnif, gdzie późnym popołudniem dojeżdżamy do naszego hotelu. Kolejny dzień wita nas już marokańskim słońcem, a i teren staje się łatwiejszy. Nasza trasa wiedzie podgórską szutrową ścieżką, której jedyną większą trudnością zdaje się unikanie kolców akacji i ciernistych krzewów. Po przyjemnej niezbyt długiej trasie transferujemy się dżipami na południe. Po kolejnym klimatycznym pikniku pod akacją ruszamy rowerami w kierunku Sahary. Najpierw krótki odcinek szutrowy, a potem dłuższy asfaltowy, który na myśl przywołuje amerykańską Route 66. Jednak żeby nie było za łatwo, po kilkunastu kilometrach odbijajmy w bok i coraz bardziej piaszczystymi ścieżkami docieramy na skraj Sahary do obozowiska w okolicach Zagory. Tutaj czeka nas klimatyczny nocleg w namiotach, ale wcześniej kolacja i ognisko na pustyni z towarzyszeniem berberyjskich śpiewów i tańców

Doliną rzeki Draa

Ze skraju Sahary udajemy się w niezwykłą drogę wiodącą doliną rzeki Draa, która jest najdłuższą rzeką Maroka. Tego dnia czeka nas piękna trasa, która wieść będzie przez niezwykłe oazy z gajami palmowymi, w których uprawiane są daktyle, a także przez lokalne ochrowożółte wioski, gdzie życie płynie nieśpiesznym trybem. Z okolicznych wiosek na spotkanie wybiegają nam dziesiątki dzieci, które pozdrawiają nas albo oczekują na jakieś smakołyki. Słońce tego dnia całkowicie zdominowało subsaharyjskie niebo, co sprawia, że jazda tego dnia jest samą przyjemnością. Wczesnym popołudniem docieramy do punktu końcowego trasy, gdzie czeka nas kolejny lunch w cieniu drzew. Dla chętnych po lunchu pozostaje jeszcze 30 km dalszej trasy pośród doliny rzeki Draa. Teoretycznie droga prowadzi prostą asfaltową droga, ale nasz lokalny przewodnik Mohamed ma na nią swój autorski pomysł. Skręca w wyschnięte koryto rzeki i niczym przewodnik na safari przeprowadza nas nieodgadniętymi ścieżkami po okolicznych bezdrożach. Niestety, natykamy się na kolce akacji i seryjnie łapiemy gumy. Po dziesiątej tracimy rachubę, a postoje na łatanie dętek stają się coraz częstsze. W końcu po wyjechaniu z feralnego koryta rzeki Draa wjeżdżamy na cywilizowane drogi asfaltowe, by ostatnie kilometry pokonać już bez żadnych marokańskich przygód. Na mecie ładujemy rowery na dżipy i przejeżdżamy do miejsca noclegowego pod Warzazat. Nazajutrz czeka nas jeszcze króciutka pętla pod Warzazat, którą mamy okazję pożegnać się rowerowo z Marokiem. Popołudniowy transfer do Marrakeszu jest ostatnim akcentem naszej marokańskiej przygody na rowerze.

Rowerzyści podczas wyprawy w dolinie Draa

Fot. Kamil Wereszczyński

Jeśli interesuje Cię ten piękny kraj, sprawdź wszystkie wycieczki do Maroko, które organizujemy.

A jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej o takiej rowerowej formie podróżowania, przeczytaj na naszym blogu poradnik jak przygotować się do wyprawy rowerowej.

Autor tekstu i zdjęć: Kamil Wereszczyński



Zobacz galerię:

Inne wpisy na blogu