piątek, 12 grudnia 2025

Cyklostatkiem w piękny rejs - o tym jak się pływa i jeździ po perłach Dalmacji


Co wyniknie z połączenia śródziemnomorskiego rejsu z rowerową przygodą na dalmatyńskich wyspach? Dla miłośników morskich przygód oraz amatorów dwóch kółek będzie to prawdziwa gratka, podczas której każdy dzień będzie niepowtarzalnym doświadczeniem i dostarczy wielu wrażeń.

Lądujemy na dalmatyńskich wyspach 

Nasz rowerowy rejs po Adriatyku rozpoczynamy w porcie w Splicie, gdzie najpierw musimy zaokrętować się na statek wraz z naszymi rowerami. Chwilę po zamustrowaniu ruszamy w pierwszy z wielu rejsów na tym wyjeździe. Na pierwszy rzut wypływamy na nieodległą wyspę Brač. Po dopłynięciu do portu Pucisca jemy na statku lunch i porządnie najedzeni z trudem ruszamy na eksplorację wyspy. Od razu mamy do pokonania kilkukilometrową wspinaczkę, co prawda niezbyt stromą, ale bijący z nieba żar i pełne brzuchy nie pomagają w tym wyzwaniu. Po dotarciu na szczyt chwilę odpoczywamy i skręcamy z drogi asfaltowej na szutrowe ścieżki.

Po kilku kilometrach robimy kawową przerwę w miejscowości Gornji Humac, a potem już tylko w dół do mariny w Sumartin, w której zatrzymamy się na noc. Kolejnego dnia dobijamy do maleńkiego portu Pokrivenik na wyspie Hvar, gdzie scenariusz z wyspy Brač niemal się powtarza: najpierw kilka kilometrów łagodnego podjazdu, potem chwilę oddechu na kawę oraz na zakup miejscowych specjałów (oliwa, lawenda, figi!) w przydrożnych stoiskach i długi zjazd do portu w Sucuraj — wschodniego krańca wyspy Hvar. Tego dnia pogoda nas rozpieszcza, a pokonywanie kolejnych kilometrów w takich okolicznościach jest samą przyjemnością! 

Półwysep Pelješac i wyspa Mljet – perły Dalmacji 

Trzeci dzień naszej rowerowej eskapady po chorwackich wyspach kierujemy jednak na ląd — na półwysep Pelješac, który jest jednym z najpopularniejszych celów podróży w lądowej części Dalmacji. Dobijamy do małego portu w Kućište i stamtąd ruszamy najpierw do urokliwego Orebicia na kawę, a potem już tradycyjnie w górę, by osiągnąć pik na wysokości nieco ponad 400 m n.p.m. Ze szczytu przełęczy znów czeka nas długi zjazd do miejscowości Potomje, gdzie robimy sobie krótką, acz bardzo smakowitą przerwę w knajpce polecanej przez samego Roberta Makłowicza. Krótko po tych przyjemnościach przejeżdżamy przez tunel i naszym oczom ukazuje się niezwykle malownicza trasa wzdłuż wybrzeża Adriatyku, która zawiedzie nas aż do portu docelowego w Trsteniku.

Stamtąd chętni jadą jeszcze na plażowanie do pobliskiej Žuljany i potem wszyscy ponownie wracamy do Trstenika na nasz statek. Kolejny dzień i kolejna wyspa — tym razem lądujemy na Mljecie, która zwana jest Miodową Wyspą. Tutaj nasza grupa dzieli się na dwie części. Pierwsza eksploruje interior zachodniej części wyspy, przedzierając się przez niełatwe kamieniste ścieżki. Druga natomiast wybiera bardziej rekreacyjną trasę po asfaltowych drogach wokół malowniczych jeziorek i z plażowaniem w lazurowych wodach jednego z nich. Ostatecznie cała grupa łączy się przy dojeździe do portu, w której kończymy przepiękny dzień po zielonej wyspie Mljet. 

Wyspa MljetFot. Kamil Wereszczyński

Deszczowa Korčula i słoneczny powrót na Hvar

Piątego dnia rowerowego rejsu po Adriatyku docieramy na Korčulę — słynącą z grodu o tej samej nazwie, którego mury obronne chroniące wnętrze miasteczka do tej pory robią potężne wrażenie. Z Korčuli ruszamy rowerami północnym wybrzeżem wyspy w kierunku mniejszego portu Vela Luka. W międzyczasie psuje się nieco pogoda, przez co tempo jazdy i przerwy podyktowane są nadciągającymi chmurami deszczowymi. W połowie trasy wyjeżdżamy z asfaltowych dróg na trudniejsze szutrowe i piaskowe ścieżki, którymi sporo będziemy zarówno pięli się do góry, jak i zjeżdżali. Niemal do końca udaje nam się uniknąć deszczu i dopiero w samym porcie Vela Luka rozpada się na dobre. Na szczęście pozostanie nam tylko załadować się na statek i schronić w kajutach. Kolejnego dnia pogoda wraca do swojego normalnego słonecznego oblicza, a my wracamy na wyspę Hvar — tym razem odkrywając zachodnią część tego malowniczego zakątka Dalmacji.

W pierwszej części zajeżdżamy do jednego z najładniejszych wyspiarskich miasteczek — Hvaru, skąd znów czeka nas kilkukilometrowa wspinaczka do lawendowej wioseczki Brusje, która słynie z różnych wyrobów z tej rośliny. Po przerwie na lawendowy koktajl czeka nas bardzo długi i malowniczy zjazd do miejscowości Stari Grad, gdzie robimy sobie krótką przerwę na lunch na statku przed druga częścią trasy — do mariny w Jelsie. Późnopopołudniowa kąpiel i zwiedzanie tego portu to ostatnie akcenty pobytu na Hvarze. Wczesnym wieczorem wracamy do Starego Gradu na nocleg. 

Wybrzeże Korculi

Fot. Kamil Wereszczyński

Sielska Šolta i wielkomiejski zgiełk Splitu

Ostatnim wyspiarskim akcentem naszego wyjazdu będzie przejażdżka po mało znanej wśród turystów, acz bardzo urokliwej wysepce Šolta. Tradycyjnie po dobiciu do portu rozpoczynamy od wspinaczki i dalej wąskimi uliczkami Srednjego Sela zdążamy w kierunku celu naszej ostatniej rowerowej przejażdżki — Maslinicy. To tutaj czeka nas pobyt na pięknej plaży przy niezwykle sprzyjającej aurze.

Powrót do portu w Rogaciu umilają nam krótkie przejazdy przez sady figowe i szybki zjazd do portu pod sam statek, który wieńczy nasz rowerowy rejs po Adriatyku. Po odpłynięciu z Šolty wracamy do naszego portu macierzystego w Splicie. Tutaj czeka nas jeszcze zwiedzanie miasta wraz z polską przewodniczką, która przeprowadzi nas po wąskich uliczkach Pałacu Dioklecjana. Nazajutrz w drodze powrotnej do Polski zawitamy jeszcze w Parku Narodowym Jezior Plitwickich, gdzie już per pedes podziwiamy liczne jeziorka i wodospady, które mienią się całą paletą barw i tak pełni doznań oraz przeżyć kończymy nasz rowerowy rejs po Adriatyku! 

A jeśli poznałeś już uroki dalmatyńskich wysp i chciałbyś przeżyć podobna przygodę na półwyspie Istria, to zapraszamy na nasz nowy wyjazd — Rowerowy Rejs - Istria i lazur Kvarneru

Jeśli ciekawi Cię tego rodzaju podróżowanie, przeczytaj też na naszym blogu poradnik jak przygotować się do wyprawy rowerowej.

Autor tekstu i zdjęć: Kamil Wereszczyński



Zobacz galerię:

Inne wpisy na blogu